sobota, 22 czerwca 2013

"Pani Bovary" czyli nieznośna protoplastka wiecznie niezadowolonych romantyczek

"Pani Bovary", G. Flaubert, ss. 318
Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 1997


O francuskim pisarzu pierwszy raz (nieco przewrotnie) usłyszałam na zajęciach z literatury angielskiej omawiając niewielką książkę autorstwa znanego Wam już z poprzednich recenzji Juliana Barnes'a -  "Papugę Flaubert'a". Przy okazji poznawania "głównego bohatera" po raz kolejny obił mi się o uszy również bardzo ciekawy termin jakim jest "bowaryzm". Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie smaczki, terminy wywodzące się z powieści, którymi można określić pewien fenomen, fragment rzeczywistości, typ postaci. Już od dawna ostrzyłam sobie zatem zęby na "Panią Bovary" z przekonaniem, iż spędzę kilka godzin przy interesującej, lekkiej lekturze. Merde!

"Bowaryzm" jest stanem wiecznego niezadowolenia z tego, jak wygląda nasze życie. Marzymy o czymś innym, oczami wyobraźni widzimy się wszędzie, byle nie tam, gdzie obecnie jesteśmy. Brzmi znajomo, prawda? Chyba każdy z Nas na pewnym etapie swego życia odczuł potężną przepaść dzielącą szarość dnia codziennego od szczęśliwego świata naszych barwnych fantazji. "Bowaryzm" jest jednak swego rodzaju hiperbolizacją tych myśli i uczuć. Postaci określone tym terminem są niezwykle emocjonalne i sentmentalne. Nie potrafią znaleźć spełnienia w życiu, jakie wiodą, są wiecznie rozczarowane swą pracą, rodziną, domem. Szczęście daje im jedynie świat fantazji. Taka właśnie była Emma Bovary.

photo credit: dbnunley via photopin cc

Główną bohaterkę powieści poznajemy w niemal sielankowej scenerii francuskiej wsi. Emma już na początku historii, jako panna wyjątkowej urody, szybko wpada w oko lokalnemu lekarzowi panu Bovary. Po pewnym czasie i rozwiązaniu pewnych niedogodności (czyt. śmierci pierwszej żony Bovary'ego) Emma wychodzi za niego za mąż. Początkowo wszystko wydaje się idealne, niemal jak w bajce, Emma zajmuje się domem, mąż pracą, ludzie ich znają i poważają. Szybko jednak możliwości finansowe i towarzyskie Bovary'ego przestają zaspokajać karmione przez romanse i kolorowe magazyny wybujałe ambicje pani Bovary (bo przecież każdy wie, że czytanie szkodzi kobietom ;)). Z każdym dniem pragnienia Emmy wzmacnają się sprawiając, że jako żona wiejskiego lekarza staje się coraz bardziej nieszczęśliwa i rozgoryczona brakiem możliwości poprawy swej sytuacji.

Niestety książka była drogą przez mękę. Torturą. Koszmarem. Złym wspomnieniem. Okrutną pomyłką. Emma Bovary do złudzenia przypominała stereotypową, rozpieszczoną małolatę, która nie dość, że nie jest w stanie docenic tego, co ma, to ponadto doprowadza kochających ją ludzi do nieszczęścia. Główna bohaterka okazała się narcystyczną kobietą skupioną tylko i wyłącznie na własnych potrzebach nawet jeśli oznaczało to zaniedbanie córki czy ruinę finansową męża. Emma zdecydowanie nie wzbudziła mojej sympatii a to zdecydowanie utrudniło mi czerpanie przyjemności z powieści.

Być może zjawisko opisane przez Flaubert'a jest obecnie zbyt powszechne by zrobić pozytywne wrażenie na czytelnikach. Bardzo możliwe, iż postać Emmy zaprezentowana w XIX wieku była dużo bardziej szokująca niż w wieku XXI. Nie zmienia to jednak faktu, iż powieść czytało mi się bardzo nieprzyjemnie, a historii nie ratowało nawet przeniesienie się na francuską prowincję. Dużo marudziłam powtarzając sobie bez przerwy, że "nie dam się jakiejś głupiej książce". Nikomu nie polecam, wręcz odradzam. Warto znać termin "bowaryzm" ale samej "Pani Bovary" nie.

Jeśli zatem nie macie skłonności masochistycznych radzę trzymajć się od "Pani Bovary" z daleka ;)


Plusy
Minusy
  • Zapoznanie się ze źródłem terminu "bowaryzm"
  • Pani Bovary! Jej działania, motywacje, brak szacunku dla rodziny, samolubność i narcyzm.
  • Mało porywająca historia głównej bohaterki.
  • Ciągnąca się narracja.


17 komentarzy:

  1. Stworzenie takiej bohaterki uważam za plus, nie minus historii. Flaubert miał na celu ukazanie właśnie takiego działania lektury, zbyt dużych oczekiwań itd. Mi się książka podobała, choć też się trochę męczyłam. Głównie przez język i czcionkę, jaką miałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popularny motyw "złego wpływu lektury na kobiety" zawsze uważałam za nieco zabawny, tutaj jednak zdecydowanie zgodzę się z tym, że Flaubert wykorzystał go i rozwinął w niezwykle ciekawy sposób. I tyle. Bohaterka, mimo iż wyrazista, to jednak nie przypadła mi do gustu i raczej nasuwała na myśl wiele cech charakteru, których nie znoszę. Owszem, interesującym było poznanie "bowaryzmu" u podstaw, jednak nie sięgnęłabym po raz drugi po tę powieść.

      Usuń
  2. A ja Emmę bardzo lubiłam! Życzyłam jej jak najlepiej; cóż, wyszło, jak wyszło. Karol natomiast mnie irytował, Rudolfa też nie znosiłam.
    Ale ja zawsze lubię takie kobiety: niespełnione, osamotnione, po omacku próbujące zrealizować swoje pragnienia (dużo by wymieniać).

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w swoich zbiorach i mimo wszystko przeczytam... O tym, że nasze małolaty dziś przypominają już panią Bovary (małolaty!) to źle świadczy o naszych małolatach, nie o Flaubercie... Podobało mi się zdanie o rozwiązaniu pewnych niedogodności;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, widzę, że tym razem jestem w zdecydowanej mniejszości :) Bardzo lubię książki historyczne i silne osobowości, ale Emma zdecydowanie mnie denerwowała. Może dlatego, że wydawała więcej, niż powinna i żyła ponad stan (grrrrr, jakże nieodpowiedzialnie), zdradzała swojego męża (!!!), wiedziała, że księżniczką nie będzie ale i tak żyła tą fantazją itd. itp. Ot zbiór cech, które sprawiają, że nóż mi się w kieszeni otwiera. Co by jednak nie powiedzieć, książka zdecydowanie wzbudza emocje i pozostanie zapamiętana ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W czasach kiedy książka powstała odbył się proces przeciw autorowi. Czytałam mowy końcowe obrońcy i oskarżyciela i muszę przyznać, że obie strony walczyły do upadłego, by wygrać - czasem sięgali wręcz po absurdalne argumenty.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! Podzielisz się wiedzą na ten temat (może chociaż jakieś nazwiska, data, oskarżenie, link ;)). Widzę, że dyskusja na temat książki jest dużo ciekawsza niż sama powieść. Chyba jednak było warto zapoznać się z Emmą ;)

      Usuń
    2. ,,Badania nad krytyką literacką" pod red. J. Sławińskiego - rozdział zatytułowany ,,Madame Bovary" G. Flauberta. To był najciekawszy rozdział z całej książki :)

      Usuń
    3. Wielkie dzięki! :) Polowanie czas zacząć ;)

      Usuń
  6. Potwierdziłaś tylko moje obawy co do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po tę książkę nie sięgnę, jednak widzę, że niedługo u Ciebie recenzja "Nacji", nad której kupnem się zastanawiałem, więc spodziewaj się mnie tu niedługo! :))

    Pozdrawiam,

    [http://smell-of-books.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  8. O, zazdroszczę zajęć z literatury angielskiej :) Ja Panią Bovary po raz pierwszy zobaczyłam na liście 100 tytułów BBC, potem usłyszałam o niej w amerykańskim serialu młodzieżowym (nieźle się zdziwiłam :)), ale nie kojarzyłam terminu "bowaryzm".
    Strasznie szkoda, że książka nie przypadła ci do gustu. A tak swoją drogą - sporo bohaterek klasyków to strasznie denerwujące kobiety (Izabela Łęcka, Anna Karenina... :)).

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja "Panią Bovery" naprawdę bardzo lubię :) Przeczytałam jednym tchem i byłam pod ogromnym wrażeniem :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To jedna z moich ulubionych książek. Klasykę czasem ciężko się czyta i podobno niektórym przeszkadzały niektóre opisy. Ale to mistrzostwo było! Jak ona się potrafiła zachwycić opisanym bardzo dokładnie obleśnym starcem, któremu jedzenie spływało po wąsach, tylko dlatego, że był w łóżku królowej. Psychologia bohaterki ukazana cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj, dodałem bloga do obserwowanych, zapraszam do siebie na imperium książek i historii, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. I don't even know how I ended up here, but I thought this post was great.
    I don't know who you are but certainly you're going to a famous
    blogger if you are not already ;) Cheers!

    Stop by my homepage; garcinia gambogia ingredients

    OdpowiedzUsuń