czwartek, 4 kwietnia 2013

"Preludium Fundacji" czyli uciekający matematyk z misją



Isaac Asimov to autor powieści science-fiction pochodzenia rosyjskiego, o którym słyszałam już od kilku lat. Człowiek legenda. Przez długi czas nie chciałam zdecydować się na zakup jakiejkolwiek powieści jego autorstwa bo przecież (jak powtarzałam niemal przy każdej okazji) nie lubię science-fiction! Zobaczyłam kiedyś w telewizji film nakręcony na podstawie jednej z jego powieści - "Ja, robot". Film przypadł mi do gustu, myślałam jednak, że moja przygoda z Asimovem na tym się skończyła, A jednak! Rok temu, w pierwszej połowie marca trafiłam do antykwariatu z kominkiem, starymi dywanami i zakurzonymi książkami, które pięły się po drewnianych półkach aż po sufit. Skarby! Wówczas zauważyłam "Prelude to Foundation", który kosztował jedynie £1,50, a ponieważ za taką cenę mogę "ryzykować" - spróbowałam. Przez kolejne miesiące książka czekała na swoją kolej w moim pokoju bym ostatecznie przeczytała ją kilka dni  temu. Było warto!

Ile zamieszania może wywołać prezentacja referatu na konferencji matematycznej? W przypadku dr Hari Seldona sporo, zaprezentowany przez niego model psychohistorii ściąga bowiem na niego uwagę nie tylko matematyków, ale i ważnych osobistości Imperium, w tym samego władcy galaktyki Kleona w związku z czym matematyk zmuszony jest kryć się przed urzędnikami Imperium w czym pomagają mu m.in. Chetter Hummin oraz Dors Venabili. Podczas swej ucieczki dorastający na oddalonym od centrum Imperium Helikonie Seldon odwiedza Mycogen, Dahl i Wye.

Uwielbiam sytuacje gdy dwie kultury zderzają się ze sobą. Obserwuję, komentuję i czekam, co będzie dalej. Isaac Asimov dogłębnie i bardzo przekonywująco przedstawił społeczeństwo Mycogen i Dahl, poczynając od ubrań i fryzur poprzez domy, tradycje, wierzenia, stereotypy i lokalne uprzedzenia. Przyznam, że właśnie ową fikcyjną antropologią Asimov kupił mnie i zachęcił do dalszej lektury,  a kolejne strony czytałam z rosnącym zapałem.

Wbrew moim oczekiwaniom zakończenie powieści nie było nudne i przewidywalne, wręcz przeciwnie, ostatnie kilkanaście stron czytałam z niedowierzaniem i zachwytem, bowiem w potoku zalewających księgarnie płytkich powieści łatwo można zapomnieć, iż istnieją ludzie, którzy po mistrzowsku potrafią ulepić ze swych myśli głęboką, wciągającą i nietuzinkową historię.

Oczywiście Wy nie musicie szukać i cenić w książkach tego samego, co ja, zdecydowanie jednak polecam bliższe spotkanie z pierwszą częścią cyklu "Fundacja" Asomova nawet tym, którzy nieco nieufnie patrzą na ten gatunek literatury.

Plusy
Minusy
  • Dokładne opisy wybranych społeczeństw zamieszkujących Imperium
  • Zakończenie
  • Nawiązanie do przeszłości galaktyki (w tym moja ulubiona idea prehistorycznych książek, które, jak głosi legenda, nie świeciły ;))
  • Idea psychohistorii (ale to tylko zboczenie zawodowe nie wpływające negatywnie na odbiór książki)
  • Niezbyt wartka narracja (choć mogły tu zwyczajnie zadziałać bariery językowe, książkę bowiem czytałam w orginale)

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajny blog, zapraszam i do mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz, na pewno wpadnę również na Twojego bloga ;) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Mam książki tego autora w planach. Dziękuję za fajny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj znać, jak już coś przeczytasz ;) Teraz planuję kontynuować cykl "Fundacja" ale widziałam, że całkiem sporo tego napisał...

      Usuń
  3. Też nie jestem zbytnią fanką science- ficion. Z autorem nie spotkałam się nigdy wcześniej, ale po twojej recenzji z pewnością zwrócę uwagę na jego książki, jeśli kiedyś się na jakąś natknę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, bardzo się cieszę, że przekonałam Cię chociaż do spróbowania powieści Asimova. Mam nadzieję, że trafisz na coś równie ciekawego, co ja ;) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń